Translate

środa, 17 sierpnia 2016

Pielgrzymkowe wspomnienia

Mam wenę, niesamowite! Od rozpoczęcia wakacji, ani razu nie miałam takiej ochoty czegoś napisać. Tak myślałam po ŚDM, żeby usiąść do komputera i coś stworzyć, ale mimo mojej obietnicy, którą Wam dałam i namowach kilku osób nie udało mi się to. Kolejny raz potwierdza się, że muszę sama mieć te moją, specyficzną ochotę, więc proszę Was (Ci co mnie prosili to wiedzą, że o nich pisze) nie namawiajcie mnie do pisania, bo denerwujecie mnie tym i tym bardziej mam mniejszą ochotę. Pierwszy raz pisze tego posta na iPhonie, ciekawe co mi z tego wyjdzie, mam nadzieje, że dam radę. Obym nie wykończyła się klikaniem w małą klawiaturkę, jak wiadomo na komputerze zajęłoby mi to o wiele mniej czasu. 
                          Światowe Dni Młodzieży
Wszystko zaczęło się niedzielną podróżą pociągiem do Lasek. Przypomniały  mi się powroty z domowych weekendów, chyba pierwszy raz jechałam w tej trasie bez smutku. Przerzucam się jednak na komputer taty, jest prawie identyczny, więc nie będzie problemu, a na pewno będzie szybciej. Wracam do pielgrzymki. Dojechałyśmy z mamą do Lasek koło 19, byłam przekonana, że tak jak miało być w planie będzie spotkanie, ale dowiedziałyśmy się od dowodzącej siostry Karoliny, że nie mam sensu go robić, bo nie ma jeszcze wielu osób. Przydzielony nam pokój był w grupie III, miałyśmy mieć pokój z Patrycją, która jak się dowiedziałam dzień wcześniej nie dojechała z powodu choroby. Jak z nią rozmawiałam to było mi już przykro, że jej nie będzie, a jak się dowiedziałam, że byłybyśmy z mamą z nią w pokoju to jeszcze bardziej było mi smutno. Dobrze, że będzie od września w LO, bo inaczej nie wiem jak byśmy w ogóle się spotkały. Zeszłyśmy na kanapki do jadalni, później przeszłyśmy się do bankomatu. Wieczorem rozmawiałam jeszcze trochę z Luizą, dowiedziałyśmy się od siostry Karoliny, że naszymi przewodnikami będą siostry z Afryki, które nie mówią po polsku. Byłyśmy obie bardzo zaskoczone tą wiadomością. Rano musiałam się zmobilizować, żeby wstać wcześniej niż zwykle. Przez poprzednie dni budziłam się między 8, a 9, a tamtego dnia musiałam o 6:30. O 7 zjedliśmy śniadanie, dostaliśmy prowiant i spakowaliśmy się do autokaru. W czasie pomagania w wycieraniu poznałam siostrę Hiacynt, która była moim przewodnikiem. 
Cała grupa (poza tymi, którzy dosiedli się w Grójcu i dojechali w Rabce), przed autokarem, z naszymi dwoma flagami, na których widać symbol Światowych Dni Młodzieży na białym tle, a w dolnym górnym rogu trzy zielone kropki czyli jak oczywiście wiecie litera L w brailu
Z lewej strony siostra Hiacynt, a obok niej ja. Stoimy czekając do autokaru, za nami i przed nami ktoś stoi. 

Dojechaliśmy do Rabki koło 16, cieszyłam się bardzo, że mogłam tam być już drugi raz w tym roku. Po mszy świętej zjedliśmy obiadokolacje. O 20 było zebranie, na którym mogliśmy się trochę dowiedzieć, dostaliśmy też nasze żółte plecaki pielgrzyma. We wtorek po śniadaniu poszliśmy do Rabki na koncert zorganizowany dla pielgrzymów ŚDM. Po obiedzie ruszyliśmy pierwszy raz na Błonia, kiedy wysiedliśmy z autokaru okazało się, że pada dość obficie. Założyliśmy nasze żółte peleryny i wyglądaliśmy wszyscy jak kurczaki. 
Od lewej Paweł z siostrą Kingą, moja mama, ja, Aneta, przed którą stoi karimata, siostra Margaret, Mateusz, trzyma laskę,  Piotr, trzyma laskę, ucięty Dominik trzyma karimatę. Prawie wszyscy (oprócz Pawła, Piotra i Dominika) jesteśmy ubrani w żółte peleryny. Ja i mama machamy rękami.

Przeczekaliśmy burze, pioruny momentami były naprawdę głośne. Dojście na Błonia nie zajęło nam właściwie bardzo dużo czasu, niecałą godzinę. Msza święta rozpoczynająca ŚDM była niesamowita. Na samym początku padał jeszcze trochę deszcz, a podczas Komunii przez chmury przebijało się piękne słońce. Właściwie już teraz mogę Wam się przyznać, że to było moje ulubione wydarzenie podczas całej pielgrzymki, chyba dlatego, że pierwszy raz poczułam tą atmosferę, jedność pomiędzy tym tłumem ludzi, mimo, że nie było jeszcze nas aż tak wiele. 
U dołu zdjęcia trzech pielgrzymów, których widać od tyłu, miedzy nimi 2 flagi Stanów Zjednoczonych. W górnej części zdjęcia widać ogromny obraz Jezusa Miłosiernego i ołtarz, po lewej telebim.
Słońce przebijające się przez chmury, pod nimi wielu pielgrzymów. 

W środę wyruszyliśmy do Sanktuarium świętego Jana Pawła II i Sanktuarium Miłosierdzia świętej siostry Faustyny. Byłam tam już nie raz na przykład podczas zeszłorocznych koloni, mimo to miło było odwiedzić te miejsca z inną grupą. 
Idziemy całą grupą do sanktuarium Jana Pawła II.

W czwartek rano poszliśmy do kościoła świętej Teresy w Rabce na katechezę, którą wygłosił jeden z polskich biskupów. Po niej można było zadawać pytania, następnie odbyła się msza. Po obiedzie pojechaliśmy na Błonia na pierwsze spotkanie z papieżem Franciszkiem, chcieliśmy później dojść pod okna papieskiego, które znajdowało się na Franciszkańskiej, ale niestety okazało się, że papież pojawił się tam wcześniej niż poprzedniego dnia. W piątek spędziliśmy przedpołudnie tak samo jak w czwartek tylko w towarzystwie innego biskupa. Różnicą było też to, że wraz z naszym wejściem do kościoła zostaliśmy poproszeni o prowadzenie śpiewu i animacje mszy świętej. Rzecz jasna podołaliśmy temu zadaniu, siostry zaśpiewały dwie pieśni w swoim języku. 
Popołudniu udaliśmy się już trzeci ostatni raz na Błonia, tym razem na Drogę Krzyżową z papieżem. Zostaliśmy na placu na koncercie, więc w Rabce byliśmy dopiero po 23. Przed południem w sobotę mieliśmy czas na całkowite spakowanie się. Po obiedzie zapakowaliśmy się do autokaru i pojechaliśmy na Campus Misericordie, gdzie odbyła się adoracja z papieżem, a po niej koncert. Kiedy papież przejeżdżał między sektorami udało mi się go zobaczyć przez lunetkę. Spaliśmy na placu, więc po koncercie weszliśmy w śpiwory i poszliśmy spać. Rano obudziłam się koło 5, o 7 odbyły się godzinki, a po nich różne aktywności, aby umilić czas oczekiwania na mszę świętą. Eucharystia miała zacząć się o 10, ale ostatecznie rozpoczęła się wcześniej. W czasie jej trwania było bardzo trudno się skupić z powodu gorąca i dużego słońca. Po Komunii, która była udzielana bardzo sprawnie, zaczęliśmy wychodzić z placu, aby nie cisnąć się w tłumie i dobrze zrobiliśmy. Dzięki temu bardzo szybko doszliśmy do autokaru i ruszyliśmy w drogę. W Laskach byliśmy koło 18:30, miałyśmy z mamą pojechać autobusem, ale ostatecznie zabraliśmy się z kimś samochodem do Warszawy. Mama źle sprawdziła godziny pociągów i czekałyśmy na dworcu. Tej nocy czekała nas jeszcze jedna przygoda pociąg stanął w Łowiczu i ruszył dopiero po około 2 godzinach. Do domu dotarłyśmy dopiero przed 5, strasznie zmęczona, ale szczęśliwa dzięki minionemu tygodniowi i położyłam się do łóżka.

Myślałam, że napisze Wam więcej, ale czuje, że już nie mam teraz siły. Obiecuje, że zrobię to w przyszłym tygodniu, kiedy będę już w domu. Zdjęć na razie nie ma, bo na pewno zajęłoby mi to jeszcze więcej czasu niż na moim komputerze (i tak dużo zajmuje, szczególnie z opisami). Mam nadzieje, że nie będziecie się o to gniewać. 
Ostatnio przez dość długi okres nie wchodziłam na bloggera. Dziś, kiedy weszłam czekało mnie niemałe zaskoczenie: ponad 10 tysięcy wyświetleń!!!! Nie wierze, że to już! Dziękuje bardzo bardzo bardzo!! Mam nadzieje, że uda mi się przygotować dla Was choć małą niespodziankę, żeby Wam choć w małym stopniu podziękować. 
Jesteście kochani!

A Wam jak mijają wakacje?  Pochwalcie się w komentarzach, jeśli możecie 

(pamiętajcie, że można z anonima, to naprawdę proste).

3 komentarze:

  1. Hej Madzia :) czekalam z synkiem na wpis całe wakacje ,ale nic na siłę :) u nas wakacje w tym roku super mimo nie ciekawej pogody tydzień spędziliśmy w Powidzu koło Gniezna a sierpień nad morzem , chociaż pogoda nas nie rozpieszczała cieszyliśmy sie z chwil spędzonych razem :) Pozdrawiamy Tomek z mamą

    OdpowiedzUsuń
  2. Madziu jesteś niesamowicie dzielną dziewczyną! Widzę też, że masz wspaniałych Rodziców. Mimo że patrzysz na świat "jednym okiem", to korzystasz w pełni z jego uroków. I tak trzymaj! A opis bardzo ciekawy. Śledziłam w Internecie Światowe Dni Młodzieży, więc Twoje wspomnienia świetnie uzupełniły mi wspaniałą atmosferę tamtych dni. Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszego rozwoju w tym kierunku, w którym kroczysz :-)

    OdpowiedzUsuń