Translate

środa, 16 września 2015

Trochę problemów, ale nie jest źle

Mój największy problem - jak nazwać tego posta? No dobra może nie największy, bo te dni nie były wspaniałe. Nie będę od razu pisać, że były okropne,  bo to też nieprawda ale… Co ja będę tu pisać sami przeczytacie o tym za chwilę. 

                                                   PONIEDZIAŁEK

Już nie wiem jak zaczynać pisać o każdym dniu, żeby nie było tak samo. W tym tygodniu na szczęście nie mam żadnego dyżuru. Poranek - jak zawsze - wstaję, szykuję się, jem śniadanie i wychodzę do szkoły. Pierwszą lekcją był WOK, ale przed nim okazało się, że mamy apel na holu. Nie spodziewałam się, że pierwszy ochrzan od dyrektora nastąpi tak szybko. Nie będe tu pisać co się stało, bo tak naprawdę ja sama nie mam pojęcia do końca co miało miejsce. W każdym razie czułam się okropnie, jakbym to ja coś źle zrobiła. Mieliśmy pierwszą biologię i chemię z tą samą panią, bardzo miła i sympatyczna. Kolejna lekcja niemieckiego, postanowiłam, że nastawię się pozytywnie i nawet ta lekcja nie była taka zła.  Przeżyłam dwie matmy i czekał mnie wf. Okazało się, że zamiast dwóch wf-ów miałam jeden. Wróciłam do internatu, zjadłam obiad  i szybciutko na orientację. Najpierw zrobiłyśmy sobie listę budynków, miejsc, które są w Ośrodku. Kiedy skończyłyśmy poszłyśmy do A300, to budynek Szkoły Muzycznej i Warsztatów dla Zawodówki i Technikum. Poznałam cały budynek, teraz już mniej więcej wiem, gdzie są jakie sale. Na przykład nie miałam pojęcia, że tam jest studio nagrań. Powrót do internatu, chwila odpoczynku i na muzykoterapię. To kolejny minus dzisiejszego dnia. Nie chcę jakoś wielce źle mówić o pani, zajęciach,  ale…. Przepraszam bardzo na muzykoterapii raczej się nie rysuje, po prostu czuję się na tych zajęciach jak w przedszkolu. Strasznie dawno nie rysowałam i jakoś nie żałuję, bo nie mam na to ochoty. Szkoda, że zostałam zapisana na te zajęcia bez mojej zgody, bo mogłabym zamiast nich mieć dłużej orientację (którą będę miała tylko godzinę). Kolacja i odpoczynek, bo byłam jakoś zmęczona sama nie wiem czym.

                                                       WTOREK

Kolejny wtorek i kolejny dzień dziwnego planu. O czym, by tu napisać. Na lekcjach nie działo się właściwie nic ciekawego, poza polskim na którym mieliśmy kartkówkę z lektury. Pani mi ją już sprawdziła i mam 4, mogło być 5, ale niech będzie. W sumie „Król Edyp” to dość trudna lektura do zrozumienia.  Pani Monika na ostatnim (piątym angielskim, bo zamiast wychowawczej oczywiście też był angielski) stwierdziła, że sprawdzi jeszcze raz nasz poziom. Czytaliśmy i tłumaczyliśmy dość trudny tekst. Byłam pytana jako ostatnia, głowa mnie tak bolała, że nie wiedziałam co tłumaczę. Pani powiedziała, że dopyta nas jeszcze w czwartek, żeby podzielić nas na grupy. Od razu po lekcjach miałam mieć pianino, ale okazało się, że pani się spóźni i przyjdzie do mnie, do internatu. Zjadłam obiad i przyszłam do pokoju robić matematykę. Okazało się, że zajęcia będę miała w starym internacie w salce z pianinem i co nietypowe - rowerami. Lekcja mi się bardzo podobała jak zwykle, powoli, powoli się uczę. Mam nadzieję, że szybko będę to wszystko zapamiętywać. Zamiast kolacji poszłyśmy z Luizą do Klaudii na frytki, bo zrobiła bardzo dużo na zajęciach kulinarnych.

                                                          ŚRODA

To teraz czas opisać dzisiejszy dzień. Rano się dość szybko wyrobiłam, ale zagadałam się trochę z panią Anią, a potem z siostrą Janą Marią, więc wyszło na to, że do szkoły doszłam jak zawsze. Najpierw 2 PP, 2 matematyki, informatyka i tu się zatrzymajmy. Jestem taka zła nie wiem właściwie na co, na siebie, na komputer na którym pracuję na lekcji czy coś jeszcze innego. Mieliśmy zaplanować wycieczkę, ja z Luizą do Pekinu pociągiem. Najpierw włączam mapy Google, wyznaczam trasę z Warszawy do Pekinu, robię screena ekranu. Włączam Painta chcę to wkleić i co???!! Nie ma, potem szukam połączenia pociągiem nie mogę znaleźć. Komputer mi się ciągle zawiesza, internet wolno chodzi, wszystko mi się myli, bo przecież teraz pracuję na IOS. Dzwonek dzwoni, myślę no dobra nie dałam rady, pewnie to tylko praca na lekcji zrobię to na następnej czy coś. A tu pan wpisuje oceny, co dostałam ??! 3! Pan stwierdził, że my wszystko umiemy zrobić sami i tak od razu nas ocenił. Nie spodziewałam się tego zupełnie, ale przecież już nic na to nie poradzę. Boję się tylko, że będę miała 3 na semestr, a wcześniej byłam taka dobra z informatyki. Trochę nudny WOS i wyrównawczy niemiecki…. Znowu byłam bardzo zmęczona, bolała mnie głowa, nie do końca wiedziałam co się dzieje. Znowu myślę, że sobie nie poradzę z tym niemieckim. W dodatku pani zadała nam pracę domową, której kompletnie nie umiem zrobić. Obiad w internacie, odrabianie lekcji i pizza na wczesną kolacje. Zaraz będzie adoracja, bo jutro Święto Domu, a to dlatego, że jest Świętego Stanisława, patrona internatu dziewcząt.

Już po adoracji, więc stwierdziłam, że dopiszę kilka słów o niej. Przypomniało mi się jedyne czuwanie, na którym byłam u Pijarów, było trochę podobnie, ale jednocześnie inaczej.
Tu w Laskach jest ten specyficzny klimat, nie chodzi mi tylko o miejsce, ale naszą całość, jedność, grupę. W tym przypadku internat dziewczyn: wychowanki, wychowawców, wszyscy pracownicy, Siostry Franciszkanki - tworzymy razem coś pięknego.
Szczególnie przy adoracji czuje sie tą jedność.

Tak jak obiecałam realizuje prośbę.
Ciociu, oto zdjęcia z pokoju, łazienki i salonu:













Ustawiłam  możliwość komentowania z anonima, więc teraz możecie komentować anonimowo i się podpisywać na końcu (może będzie łatwiej).
Mam ogromny dylemat, może mi doradzicie. Wracać do internatu bardzo późno wieczorem w niedzielę czy wracać w poniedziałek po południu? Już prawie zdecydowałam się na poniedziałek, bo lekcje jakoś bym nadrobiła, ale okazało się, że zaczynam dyżur jadalniany od nowego tygodnia i będę musiała się wszystkiego nauczyć. Przecież nie zostawię Klaudii z tym wszystkim samej. Jak nie zrobię będzie źle. 

23 dni do weekendu z Alą <3<3<3


2 dni do weekendu z rodzinką :)

3 komentarze:

  1. Dziękuję. Teraz bardziej mogę sobie wyobrazić jak tam jest. Do piątku....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, czy wejdzie komentarz anonimowy... Dobrze by było, bo nie mam konta w gmail, i żeby coś napisać używałam konta koleżanki :-). Teraz próba generalna.
    Pozdrawiam serdecznie
    Zofia
    ps. niestety, anonimowo nie wchodzi, woła o konto.
    Czyli znów musiałam wejść przez konto koleżanki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Madziu, trafiłam na tego bloga dzięki Twojej mamie, która udostępnia linki na fb i czytam go z zaciekawieniem. Życzę dalszej wytrwałości ;) Pozdrawiam Ciebie serdecznie.

    OdpowiedzUsuń